Aplikacje OS X Software

Kocha, lubi, szanuje. Wersja dla Mac.

Wczoraj na moim Twitterowym timeline’ie pojawiło się pytanie o trzy (do pięciu) ulubionych/czesto używanych programów na OSX, a ponieważ zadała je osoba, która nie rzuca pytań ot tak sobie, postanowiłem zastanowić się i udzielić rzeczowej (?) odpowiedzi w 140 znakach.

Odpowiedź wyglądała tak:

 

obrazek Portable Network Graphics-9671B3AE6A20-1

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zmarnował jeszcze trochę czasu i nie przemyślał tego i owego w kwestii mojego „workflow”.

Postanowiłem chwilę podumać nad tematem pytania i rozszerzyć te 140 znaków do kilku więcej.

Oczywiście, „chwila” przerodziła się w cały wieczór, a ten – w noc. I tak sobie siedzę przy klawiaturze/iPadzie z odpalonym iA Writerem i piszę, myślę, poprawiam, zastanawiam się, piszę, poprawiam i tak do… która to godzina?! Czwarta nad ranem!

Podczas tego wysiłku intelektualnego, doszedłem do kilku ciekawych (?) spostrzeżeń.

Uwaga! Ważne założenie do ninejszego tekstu: Jesteśmy zakochani zarówno w Maku, jak i iPhone‚ie. Używamy ich często i na zmianę. Tak jest w moim przypadku. Wyłączyłem z tych rozmyślań iPada, który został „zjedzony” przez kieszonkową mobilność iPhone’a 6.

Apple Mac Mockup iawriter (1)
Programy dla Maka:
Po pierwsze.

Najbardziej cenię programy, które łatwo, szybko i przyjemnie łączą świat Maka i iPhone’a. Najlepiej widać to w apliakcjach, takich jak:

których używam (prawie) codziennie na obu wspomnianych sprzętach.

Po drugie.

Lubię także używać programów (iOS+OSX), które wykorzystują usługi sieciowe – zarówno te płatne, jak i darmowe:

  • Fantastical (który – w moim przypadku – zastępuje aplikacje systemowe Apple oraz dedykowane oprogramowanie Google’a do kalendarza i zadań)
  • Tweetbot
  • Slack
  • Wunderlist
  • Photos (najnowsza odsłona)
Apple Mac Mockup apps1 (1)
Po trzecie.

Nie mogę obejść się także bez aplikacji, z których korzystam tylko na Maku, pomimo iż mają możliwość wymiany danych z chmurą czy innym Dropboksem. W ich przypadku jednak, jest to dla mnie bez znaczenia, bo ich twórcy pozbawili odpowiedniki tychże w wersji dla iOS dość istotnych funkcji:

  • Pixelmator (wersja iOS jest dużo, dużo skromniejsza niż desktopowa apka),
  • Ulysses (Daedalus na iPhone’ie, przy użyciu iCloud, jest właściwie nieużywalny z Ulyssesem – jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego, czytajcie mój poprzedni artykuł, w którym opisałem ten problem).
    Po czwarte.

    Cenię sobie również kilka programów, które w ogóle nie potrafią obsługiwać chmur czy innych sieciowych usług, ale za to rewelacyjnie wspomagają pracę na Maku:

  • Owly
  • F.lux
  • Paste
    Po piąte. Kochane rodzynki (a właściwie – rodzynek):
  • PicGif

Apple Mac Mockup picgif (1)

Oczywiście, na Maku mam także inne programy, ale zgodnie z pytaniem na Twitterze, wymieniłem te ulubione.

No OK, tylko po co ja to wszystko rozwijam z tych 140 znaków do ponad 5000?

Jest jakiś morał tego bajania?

Tak!

Wnioski
Pierwszy.

Kupując programy, należy pamiętać o tym, że Mac i iPhone to niemal równorzędne urządzenia (komputery) i wszystko (prawie) jesteśmy w stanie zrobić na każdym z nich. Zatem szukajmy twórców oprogramowania, którym starczyło siły (i środków) do stworzenia jednakowych (lub niemal) apliakcji na OSX oraz iOS, i kupujmy ich produkty. Pozostali, widząc ich sukces sprzedażowy, będą podążali podobną drogą i dostosują swoje oprogramowanie do obydwu systemów.

Drugi.

Chwalmy dobre programy w każdy możliwy sposób. Zrobimy im tym samym darmową reklamę i damy sposobność znalezienia kolejnych klientów. To ważne, bo pieniądze, które wydaliśmy na program, twórcy już dawno przejedli. Żebyśmy mogli cieszyć się rozwojem naszych ulubionych aplikacji, ktoś musi wpłacać kolejne dukaty na konta producentów, czyli na rozwój. Oczywiście, są deweloperzy, którzy tworząc całkiem nową lub znacznie rozbudowaną wersję swojego softu, proszą o ponowną zapłatę za soft. I w tym przypadku też płaćmy bez marudzenia. Oni nie zarabiają niewiadomo jak wielkich sum. W dzisiejszych czasach konkurencja nie śpi i każdy drogi produkt momentalnie znajdzie tańszy odpowiednik. Deweloperzy są tego świadomi i uczciwie ustalają swoje wynagrodzenie za włożoną w projekt pracę.

Tak, oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale przemilczmy je. Kupujmy od tych sprawdzonych i ciężko pracujących nad naszymi ulubionymi aplikacjami.

Trzeci.

W mojej ocenie dobrym (wygodnym) kierunkiem rozwoju aplikacji są chmury danych. To – rzecz jasna – w celu uzyskania do nich dostępu z każdego miejsca i każdego urządzenia, któremu ufamy. Dlatego w pierwszej grupie programów znalazł się iA Writer, który robi pożytek z chmury wzorcowo.

Najchętniej widziałbym jednak te chmury w trochę innej formie niż obecnie promowana przez Apple – iCloud, czy Dropbox. W jakiej? Podoba mi się droga, którą poszli twórcy BitTorrentSync. W tym przypadku chmura danych jest na naszym urządzeniu/urządzeniach, a nie gdzieś TAM, za siedmioma górami, za… Trzymam kciuki, żeby ten sposób przechowywania danych, zyskał wielu zadowolonych użytkowników/zwolenników, którzy będą go wspierać i dawać szansę na ciągły rozwój. Polecam spróbować, bo to nic nie kosztuje.

Kończę, bo już ptaszki za oknem ćwierkają o poranku.

Lokin

PS Przy najbliższej możliwej okazji podrzucę wersję „Kocha, Lubi, Szanuje” na iPhone.

PS Jak rano poprawiałem tekst przypomniałem sobie o bardzo ważnej aplikacji dla Mojego Maka: BetterSnapTool.

Apple Mac Mockup bst (1)