Aplikacje Porady Software

Markdown – złe wieści

Tak się jakoś dziwnie złożyło, że mam parcie na szkło. Nie, nie chodzi o telewizję, ale o szkło ekranów Waszych komputerów, telefonów i innych tabletów.

Oczywiście, żeby dać temu wyraz, muszę pisać treści, wstawiać obrazki, formatować tekst i publikować go w sieci.

Uściślam: mam parcie na pisanie tekstów z obrazkami.

Ale od początku.

Żeby coś napisać, muszę mieć hardware i software (uwaga: będę się chwalił).

Hardware to:

iPhone, dwa iPady, Mac mini. Ponadto (jak się chwalić, to się chwalić) mam jeszcze w „szaffie” parę laptopów i PieCa (z widozą/linukzem), które służą wyłącznie do zagracania miejsca ich spoczynku.

Software to… (oczywiście tytułowy markdown)

… i właśnie tu jest problem, bo z powodu pewnego uzależnienia – o którym opowiem może innym razem – stałem się właścicielem „WSZYSTKICH”(?) edytorów tekstu, nazywanych przeze mnie „markdown”.

Są to:

  • Ulysses (iOS+OSX)
  • iA Writer (iOS+OSX)
  • iA Writer PRO (iOS)
  • Scrivener (OSX) – to nie jest markdown! Chciałem się jedynie pochwalić, że mam 🙂
  • Typed (OSX)
  • Matcha (iOS)
  • Deadalus (iOS)
  • Writer (iOS)
  • Phraseology
  • Editorial
  • Byword
    oraz cała masa darmowych, których nazwy nie pamiętam i o których – prawdę powiedziawszy – nie warto wspominać.

Sporo, co?

Wszystkie (prawie) z wyżej wymienionych wspierają „super_hiper_bajer” – format tekstu „Markdown”.

Wyczuwacie mój sarkazm, czy jeszcze nie?

To jadę dalej.

thumb_IMG_0403_1024

Przez ponad 3 lata, poszukiwałem łatwego sposobu tworzenia treści „do internetów”.

Najpierw szukałem edytora, na który się ładnie patrzy – kolory, czcionki, interfejs. Znalazłem. Daedalus na iOS, Ulysses na OSX.

Później zachciało mi się dołączać do tych treści obrazki. Znalazłem. Właściwie to nie znalazłem, a po prostu przy kolejnej aktualizacji Ulyssesa twórcy postanowili rozbudować obsługę obrazków. Przyznaję, udało im się to Rewelacyjnie!

Jeszcze później, a właściwie to wczoraj, do szału doprowadził mnie wspomniany i ukochany zestaw pisarski.

Dlaczego Daedalus nie może czytać dokumentów z tego samego katalogu iCloud, co Ulysses na Maka i iPada?

Dlaczego na Maku trzeba je ręcznie przenosić do katalogu, w którym można dodawać obrazki?

No dobra – powiedzą niektórzy – jaki problem pociągnąć myszką?
Oczywiście, żaden problem pociągnąć!
Tylko że do tej przeniesionej treści, na iPhone’ie nie mam już dostępu!
A jak nie mam dostępu, to nie mogę „na mieście”, z telefonem w ręku, dodać nowego zdania czy całego akapitu.
A jak nie mogę „na mieście”, to po cholerę mi taka chmura, że o sprzęcie nie wspomnę!
Ja chcę zawsze i wszędzie dostać się do aktualnej wersji dokumentu i móc go edytować, kiedy mi się zachce!
Zdenerwowałem się i postanowiłem: wszystkie moje dokumenty (także te archiwalne) przenieść do innego edytora tekstu.

I tu docieram do tytułowej „złej wiadomości dla markdown”.

Ulysses nie zapisuje dokumentów w formacie markdown.
Że co?
Ulysses może jedynie wyeksportować otwarty właśnie dokument do formatu markdown. WYEKSPORTOWAĆ!

Zrzut ekranu 2015-05-06 o 1.23.25 PM
A co ja miałem zrobić, jak wczoraj, o pierwszej w nocy (w złości), zachciało mi się przenieść kilkadziesiąt dokumentów?
Otwierałem, jak ten osioł, każdy dokument i klikając w odpowiednie menu, eksportowałem do pliku z rozszerzeniem .txt.

Szlag mnie trafił, przy czwartym dokumencie.

Dodatkowo odkryłem, że dokumenty w Ulyssesie, zapisywane są w ukrytym katalogu – bez nazw, jakie im nadaliśmy (tylko z ciągiem jakichś liter i cyfr) z rozszerzeniem .ulysses, którego żaden obcy program nie ruszy!

Zrzut ekranu 2015-05-06 o 2.34.40 PM

„Jednym słowem” – zero szybkiego dzielenia się dokumentami Ulyssesa z innymi edytorami markdown.

„Jednym słowem” – chwalimy się, że wspieramy markdown, ale jednocześnie utrudniamy życie użytkownikom.

„Jednym słowem” – deweloperzy nie dorośli do wspólnego „super_hiper_bajer” uniwersalnego formatu.

Żeby nie było, że to tylko Ulysses taki „zły”, dodam, że iA Writer Pro, robi podobnie. Łagodniej, ale podobnie. Katalog nie jest ukryty. Do plików iAWPro jest bezpośredni dostęp i mają takie nazwy, jakie im nadaliśmy. Niestety, rozszerzenia plików też są prawidłowo odczytywane tylko przez ten program. Oczywiście, podobnie jak w Ulyssesie, jest opcja eksportu. Czyli oficjalnie mogą się chwalić, że wspierają.

Sprawdzałem dalej i okazało się, że ratunkiem w tym przypadku jest zestaw iA Writer (iOS+OSX), który zapisuje dokumenty w sposób możliwy do odczytania przez każdy edytor tekstu markdown.

Ale doleję jeszcze łyżkę oliwy do ognia i powiem Wam, że:

podczas próby użycia dokumentu markdown wyeksportowanego z Ulyssesa, na stronie działającej na silniku WordPressa, okazało się, że znacznik markdown „cytatu” w Ulyssesie, oznacza coś zupełnie innego niż w WordPressie.

Przy innej publikacji (inny edytor, inna strona) okazało się, że znacznik #### to nie jest czcionka powiększona + kursywa (jak sugerował edytor), ale wyłącznie powiększona czcionka.

Widywałem i inne niezgodności w markdown w edytorach tekstu i na publikowanych stronach. To, łącznie z powyższymi problemami, uświadomiło mi, że jeszcze nie pora i nie czas na używanie rozbudowanych edytorów markdown do łatwego i przyjemnego blogowania.

Zdecydowanie wracam do plików zgodnych z formatem txt/md i edytorów, które natywnie na nich pracują. Możliwość eksportu jest tu (czytaj: w Ulysses i iAWPro) zdecydowanie zbyt ubogą opcją.

Ma być szybko, łatwo i przyjemnie. Zawsze! W domu i „na mieście”.

Jutro lecę do kwiaciarni po kwiatki i idę się przepraszać ze starym dobrym iA Writerem (iOS+OSX)

😉

Jaki morał? Proste rozwiązania są najlepsze.
Jaka rada? Nie kupujcie drogich i wypasionych edytorów markdown do publikacji w internetach (na blogach). Kupcie prostego, starego, poczciwego iA Writera (iOS+OSX).

Lokin

PS Żeby było jasne:
każdy wybiera edytor wg własnych potrzeb. Jak chcesz szybko stworzyć ładną „książeczkę z fotkami” na Maku w formacie .ePub lub .pdf, śmiało kupuj i używaj Ulyssesa. Będzie super. W takiej sytuacji iA Writer nie ma szans.

PS2 Tekst pisałem o 4 w nocy, po tym jak wyklikałem kilkadziesiąt dokumentów :/

thumb_IMG_0406_1024

  • A nie prościej wykorzystać źródła zewnętrzne w Ulyssesie? (External Folders). Ja mam podpięte w ten sposób katalogi na Dropboksie i Google Drive. Dostęp do tych plików z każdego miejsca i komputera, wszystko sprawnie i bezproblemowo, nazwy takie jak im nadasz, rozszerzenie .md Czego chcieć więcej? 🙂

  • lokinpl

    .mmmaslov a już myślałem, że jestem osamotniony z tym problemem https://twitter.com/mmmaslov/status/596054417369124864

  • AdamLokin

    A działa Ci wtedy pełna obsługa zdjęć na Ulyssesie 2? Bo rozszerzenie .md sugeruje, że nie (czyli tylko linki wstawiasz).
    Jeżeli nie to po co kupować taki kombajn tylko do txt/md.
    Czego używasz na fonie?

  • AdamLokin Ale zaraz, piszesz, że chcesz korzystać z markdown czyli czystego tekstu bez wszelkich udogodnień, zdjęcia można przecież wstawiać poprzez zwykły markdown podając link do zdjęcia. Jeśli chcesz mieć wszystko do pozostaje oczywiście icloud itp. Tylko wtedy poza zapisem markdown będą dodatkowe informacje (adnotacje, komentarze itp). Twórcy Ulyssesa jasno to zaznaczają, że zapis w folderach zewnętrznych jest ograniczony: This is mostly a limitation of plain text files and Markdown which does not support these kinds of content. Co do kombajnu, to akurat w moim przypadku korzystam głównie z niesamowicie elastycznego eksportu markdown’a  do edytora Word (własny szablon, zgodność stylów, bibliografia itp.) Próbowałem Scrivenera ale na linii Markdown->Word to całkowite nieporozumienie. Na fonie nie używam jeszcze markdown’a.

  • AdamLokin

    @Kuba Jarosz Moje pytanie do Ciebie wynikało nie z tego, że mi się nie podoba Twoje rozwiązanie.
    W artykule chodzi mi o to, czy obecnie kupując swój pierwszy edytor Markdown do publikacji na blogu trzeba koniecznie wydać $ na na drogiego Ulyssesa+Daedalusa. Wg mnie nie bo jest tańsze rozwiązanie iA Writer na OSX i iOS. 
    Dodatkowo dla kogoś kto zaczyna używać markdown jest to prostsze do „ogarnięcia” na duecie Mac+iPhone (+iCloud).
    Konkluzja mojego tekstu to: prostota i oszczędność $.
    Zawsze staram się patrzeć (na problem) jak Zwykły Użytkownik (bo do niego mi bliżej), niż jak PRO-USER, który zawsze da sobie radę i nie potrzebuje rad jaki edytor markdown kupić.
    Pamiętaj, że konfiguracja iCloud w iA Writerze (iOS+OSX+iCloud) to tylko: włącz iCloud. Koniec. 
    Można tworzyć treści w dowolnej chwili, w domu i „na mieście” zawsze mając dostęp do aktualnej wersji dokumentu.
    Natomiast dla wielu konfiguracja Dropboxa na Daedalusie (iOS) może się okazać przeszkodą nie do przeskoczenia.

  • lokinpl

    #sześćsześćsześć mnie dzisiaj prześladuje 😉
    http://ift.tt/1GLl9CW
    #Ktoścoś? http://twitter.com/lokinpl/status/596365379246694400/photo/1

  • jaczad

    Przecież #### nie oznacza żadnego formatowania. To nagłówek poziomu 4, który może być formatowany w dowolny sposób. Warto zajrzeć chociaż na chwilę do opisu Markdowna, żeby wiedzieć, co się robi. W Markdown można wstawiać grafiki i jest to bardzo proste. Ja do konwersji na różne formaty używam Pandoc, a prostsze rzeczy konwertuję wewnątrz edytora WriteMonkey. Opisywane problemy dotyczą edytorów,  a nie Markdowna.

  • AdamLokin

    No właśnie o tym jest cały mój artykuł. Opisywane problemy dotyczą edytorów, bo każdy „derwenoper” chce zatrzymać użytkownika przy sobie. Brak zgodności pomiędzy różnymi edytorami utrudnia nam życie. A „derwenoper” uważa, że zostaniemy z jego produktem bo dał jakiś „ficzer”. A ja mowię figa z makiem. I wracam do prostego iA writera, bez bajerow ale i bez problemów.
    Tytuł dałem Markdown bo problem jest natury ogólnej i nie dotyczy tylko jednego edytora. Jeżeli tym wprowadziłem Cię w błąd to przepraszam.